Blog Koła Naukowego Filmoznawców Uniwersytetu Śląskiego

Wpisy z tagiem: camerimage

wtorek, 23 lutego 2010

Tytuł: Co wiesz o Elly?
Scenariusz: Asghar Farhadi, Azad Jafarian
Reżyseria: Asghar Farhadi
Zdjęcia: Hossein Djafarian
Muzyka: Andrea Bauer
Obsada: Golshifteh Farahani, Shahab Hosseini, Taraneh Alidoosti, Merila Zare'i
Kraj: Iran
Rok produkcji: 2009
Czas trwania: 119 min.

 


Kino z Bliskiego Wschodu często ma w sobie zakodowane oczekiwanie wobec nas, widzów z Zachodu, byśmy naginali własną perspektywę, dostosowywali ją do potrzeb zupełnie odmiennego patrzenia i szukali w sobie pokładów zrozumienia dla czegoś innego. Egzotyczne plenery, ujęcie inaczej biegnącego czasu, obce nam motywacje bohaterów, ich wyjątkowe środowisko i doświadczenia. Te czynniki wyróżniają tamtejsze produkcje na tle tego, do czego przyzwyczaja nas rodzime lub bliższe kulturowo kino. Filmy bliskowschodnie najczęściej zaznajamiają nas z problemami tamtejszych marginesów społecznych, uczulają na problemy etniczne, religijne, problem konfliktów zbrojnych.

Tymczasem z Iranu trafił w tym roku na europejskie festiwale i przeglądy, film pod tym względem wyjątkowy, który przekonuje, że w tamtej, odległej od nas części świata, powstają także obrazy bliskie oswojonym przez nas konstrukcjom dramatycznym i nieobce współczesnym europejskim troskom.

Gdyby nie fakt, że aktorki nie pozwalają sobie na odsłonięcie włosów, oglądając Co wiesz o Elly?, bo o tym filmie mowa, w zasadzie już na wstępie z łatwością przychodziłoby widzom zapomnieć o tym, w jakim kraju toczy się akcja. Reżyser - Asghar Farhadi, jak sam przyznaje, w swojej pracy nad tym projektem, w znaczący sposób inspirował się przede wszystkim teatrem  i ten aspekt rzeczywiście wysuwa się na plan pierwszy przy odbiorze filmu.

Historia wydaje się bowiem skonstruowana przede wszystkim ze składników klasycznych dramatów, z dyskretnym dodatkiem typowo kinowego napięcia rodem z thrillerów. Mamy tu grupę przyjaciół z czasów studenckich, przedstawicieli klasy średniej ze stolicy, którzy wyjeżdżają wspólnie na weekendowy wypad nad Morze Kaspijskie. Trzem młodym małżeństwom i ich pociechom towarzyszy świeżo rozwiedziony przyjaciel Ahmad, który właśnie przyleciał z Niemiec w odwiedziny, a także tytułowa Elly, nauczycielka jednego z dzieci, którą podczas wyjazdu, znajomi chcą z Ahmadem wyswatać. Trafiają dość przypadkowo do usytuowanej na plaży, opuszczonej i zaniedbanej willi, w której dzień upływa im na celebrowanych posiłkach i zabawach, czemu towarzyszy nieustanne, szczelne wypełnianie starych murów przyjemnym gwarem, śmiechem i wspólnymi śpiewami. Słowem: sytuacja, z którą z łatwością przychodzi się zachodnim widzom utożsamić. Aura jednak ulega gwałtownej zmianie, gdy jedną z kolejnych zabaw przerywa krzyk przerażonego dziecka. Po tym jak szczęśliwie udaje się uratować tonącego chłopca, okazuje się, że mająca mieć oko na najmłodszych Elly, w niewyjaśnionych okolicznościach  zniknęła.

Od tej chwili trwają przeciągające się i rodzące szereg napięć poszukiwania prawdy o tym, co stało się z dziewczyną, której w zasadzie nikt nie znał na tyle dobrze, by móc podać władzom jej nazwisko. Tak krystalizuje się powoli typowa konstrukcja z kluczowym dla rozwoju wypadków zwrotem akcji, która przynosi znającemu konwencję widzowi, obietnicę mającego nadejść nieco później rozpoznania.

Silne nawiązanie do klasyki europejskiej to także decyzja twórców o zawarciu historii w wydarzeniach kilkudziesięciu godzin,  powierzenie wielkiej roli dialogom, które pozorują naturalne rozmowy, z przekrzykiwaniem i wzajemnym nakładaniem się wypowiedzi. To właśnie one w pierwszej kolejności pozwalają zbudować niezwykle dramatyczne napięcie i przedstawić pełne niuansów relacje między bohaterami. Do tego da się w jakiś podskórny sposób odczuć fakt, o którym wspomina reżyser, że aktorzy odbywali próby przez dwa miesiące przed realizacją, tak by na planie w zasadzie odegrać sceny w sposób jednorazowy.

Odpowiednią atmosferę dookreśla obraz, który bardziej zdaje się dokumentować, niż opowiadać tę historię. Sprowadzony do minimum montaż, długie ujęcia, kręcone kamerą z ręki, która w chwilach napięcia błądzi, goniąc za postaciami, klucząc między nimi. Z każdą minutą od brzemiennego w skutki zaginięcia, w willi staje się jakby coraz ciaśniej i bardziej przytłaczająco. Bardzo szybko przyjazna do tej pory przestrzeń zmienia się w swoiste więzienie, labirynt, który nie chce wypuścić bohaterów, a buduje się także z sieci wzajemnych oskarżeń i bezskutecznych prób odtworzenia kluczowych zdarzeń. Zbieg nieszczęśliwych wypadków okrutnie obnaża drobne kłamstwa i półprawdy, które rodzą kolejne niedomówienia. W zaistniałych okolicznościach, wszystko razem zyskuje wielką wagę, doprowadza do sytuacji, w której na oczach bohaterów wzajemna bliskość staje się poważnie narażona na szwank, chwilami zastąpiona wręcz przez gniew, nienawiść, a nawet przemoc zrodzoną z poczucia bezsilności.

Wszystko to razem wpływa na swego rodzaju specyficzną, kameralną, a przy tym niezwykle gęstą emocjonalnie atmosferę filmu, która w pełni angażuje widza, trzymając go w napięciu i jednocześnie stawiając go wraz z bohaterami wobec najistotniejszych pytań i dylematów, w sposób w jaki zwykle robią to europejskie dramaty.

Sami twórcy przyznają jednak, że nieprzypadkowo jest w obrazie zawarta spora dawka irańskiej specyfiki. W filmie bowiem już po paru godzinach, kluczowym dla bohaterów problemem przestaje być sprawa samego zaginięcia Elly, a na pierwszy plan wysuwa się kwestia jej honoru, tego czy nie został on naruszony podczas ich wspólnego wyjazdu i tego jak o tych sprawach rozmawiać z jej bliskimi. To dodaje filmowi barwy, w jakiś sposób silnie umiejscawia i uwiarygadnia historię, na pewno też na wielu poziomach zastanawia i intryguje europejskich widzów. Ten specyficzny smaczek nie decyduje jednak o odbiorze całości.

Tu objawia się wyjątkowość Co wiesz o Elly?. Ponieważ mimo wszystko film nie pozwala widzom z Zachodu odnieść wrażenia, że powinni czuć się w tej sytuacji obco, czy że muszą silić się na krzesanie z siebie zrozumienia dla odmiennego sposobu myślenia. Być może zniknięcie dziewczyny niosłoby ze sobą nieco inne konsekwencje nad Bałtykiem, czy Morzem Śródziemnym. Tym niemniej schemat, w którym problem plączących się kłamstw i kłamstewek, wzajemnych oskarżeń, umywania rąk, poczucia bezradności w obliczu niespodziewanego i tego, że bliskość bywa złudna, jest na pewno aktualny i poruszający także dla widzów z naszego kręgu kulturowego. A może właśnie szczególnie z niego. To dziś, jak nigdy, żyjemy obok siebie, nie znając się właściwie i dziś, jak nigdy, z problemem śmierci, czy też odchodzenia nie potrafimy sobie radzić, zaprzeczając często nieuchronności zdarzeń. Fakt, że film ponadto konstrukcyjnie przypomina sztukę z którą obcujemy częściej, sprawia, że chyba z jeszcze większą przyjemnością przyjmujemy tę bliską naszym podniebieniom filmową ucztę, która nosi w sobie tylko subtelną, dodającą charakteru, nutkę orientu.


Zuzanna Maciejak

Tytuł: Liban
Scenariusz: Samuel Maoz
Reżyseria: Samuel Maoz
Zdjęcia: Giora Bejach
Muzyka: Nicolas Becker, Benoît Delbecq
Obsada: Reymond Amsalem, Oshri Cohen, Yoav Donat, Michael Moshonov
Rok produkcji: 2009
Czas trwania: 93 min.

 

 

Słoneczny dzień. Rozpościerające się aż po horyzont pole słoneczników. Takim obrazem rozpoczyna się film Liban, w reżyserii Samuela Maoza. Początkowy kadr niesie ze sobą ładunek bliżej nieokreślonego niepokoju, który już po chwili staje się jak najbardziej uzasadniony. Pod osłoną nocy, libański czołg z hukiem rusza naprzód, zgniatając rośliny swymi masywnymi gąsienicami.

Film, którego akcja toczy się w trakcie jednego dnia pierwszej wojny w Libanie, w niezwykle oryginalny sposób stara się udokumentować wpływ wojny na ludzi w niej uczestniczących.

Giora Bejach, operator filmu, stawia widza w skrajnie niekomfortowej sytuacji uczestniczenia w wydarzeniach wojny libańskiej bez możliwości jej obiektywnej, zewnętrznej oceny. Przez półtorej godziny widz "znajduje się" w ciemnym i ponurym wnętrzu czołgu, a jedyne chwile postrzegania rzeczywistości, to spojrzenia głównych bohaterów przez peryskop maszyny, lub w stronę włazu, otwieranego przez żołnierzy przybywających z dalszymi rozkazami. Zabieg ten sprawia, że bohaterowie filmu poddani są bezpośredniej, naturalistycznej wręcz obserwacji.

Załoga czołgu to młodzi, niedoświadczeni w bojach żołnierze, wepchnięci w sam środek wojny, której nie pojmują. Obsługujący działo Szmulik, podczas konfrontacji waha się nad oddaniem strzału w stronę nadjeżdżającego pojazdu, konsekwencją czego jest śmierć jednego z jego kolegów. Zwykli ludzie, zamknięci w klaustrofobicznej przestrzeni, przerażeni, zmuszeni do odbierania życia, znajdują się w sytuacji bez wyjścia, zagłuszają własne sumienie. Peryskop czołgu, będący kontaktem z otaczającą rzeczywistością odsłania przed nimi, a także przed widzami surowy, brutalny świat wojny, śmierci, upodlenia człowieka. Obrazy takie, jak umierający rolnik przewożący drób, czy naga kobieta błąkająca się wśród zakrwawionych ciał po zgliszczach swego domu w poszukiwaniu zabitej rodziny, na długo pozostają w pamięci.

W trakcie trwania seansu uczucie klaustrofobii towarzyszące bohaterom narasta, udzielając się również widzom. Efekt taki jest zasługą przede wszystkim doskonałych zdjęć, operujących wieloma odcieniami czerni, z pietyzmem rejestrujących emocje każdej z postaci. Dzięki warstwie dźwiękowej, obfitującej w odgłosy strzałów, przelatujących ponad czołgiem samolotów oraz śmigłowców, wrażenie przebywania wraz z żołnierzami w centrum działań wojennych staje się jeszcze bardziej realne, idealnie współgrając z obrazem oraz z grą aktorską.

Wszystkie wspomniane wyżej elementy tworzą niezwykle spójne i interesujące dzieło. Warto również wspomnieć, iż Liban został wielokrotnie nagrodzony, między innymi Złotym Lwem dla Samuela Maoza na 66. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji oraz Złotą Żabą dla Giora Bejacha na XVII Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Operatorskiej Plus Camerimage w Łodzi.

Reżyser Libanu, Samuel Moaz, podjął się zadania iście karkołomnego. Tematyka wojenna nie jest dziś w kinie żadną nowością; jak więc wprowadzić powiew świeżości do tego – skostniałego zdawałoby się – gatunku? Jego celem stało się możliwie maksymalne zintensyfikowanie obrazu wojennego okrucieństwa oraz jego skutków, które postanowił uzyskać dzięki wspomnianemu już "zamknięciu" widza wraz z bohaterami filmu w nieprzyjaznej, klaustrofobicznej przestrzeni czołgu. W efekcie powstał film, obok którego nie można przejść obojętnie.


Adam Andrysek

Najbliższe spotkanie Koła odbędzie się we wtorek, 22 lutego godz. 16:40.
Tematem spotkania będzie
twórczość Darrena Aronofsky'ego