
Tytuł: Co wiesz o Elly?
Scenariusz: Asghar Farhadi, Azad Jafarian
Reżyseria: Asghar Farhadi
Zdjęcia: Hossein Djafarian
Muzyka: Andrea Bauer
Obsada: Golshifteh Farahani, Shahab Hosseini, Taraneh Alidoosti, Merila Zare'i
Kraj: Iran
Rok produkcji: 2009
Czas trwania: 119 min.
Kino z Bliskiego Wschodu często ma w sobie zakodowane oczekiwanie wobec nas, widzów z Zachodu, byśmy naginali własną perspektywę, dostosowywali ją do potrzeb zupełnie odmiennego patrzenia i szukali w sobie pokładów zrozumienia dla czegoś innego. Egzotyczne plenery, ujęcie inaczej biegnącego czasu, obce nam motywacje bohaterów, ich wyjątkowe środowisko i doświadczenia. Te czynniki wyróżniają tamtejsze produkcje na tle tego, do czego przyzwyczaja nas rodzime lub bliższe kulturowo kino. Filmy bliskowschodnie najczęściej zaznajamiają nas z problemami tamtejszych marginesów społecznych, uczulają na problemy etniczne, religijne, problem konfliktów zbrojnych.
Tymczasem z Iranu trafił w tym roku na europejskie festiwale i przeglądy, film pod tym względem wyjątkowy, który przekonuje, że w tamtej, odległej od nas części świata, powstają także obrazy bliskie oswojonym przez nas konstrukcjom dramatycznym i nieobce współczesnym europejskim troskom.
Gdyby nie fakt, że aktorki nie pozwalają sobie na odsłonięcie włosów, oglądając Co wiesz o Elly?, bo o tym filmie mowa, w zasadzie już na wstępie z łatwością przychodziłoby widzom zapomnieć o tym, w jakim kraju toczy się akcja. Reżyser - Asghar Farhadi, jak sam przyznaje, w swojej pracy nad tym projektem, w znaczący sposób inspirował się przede wszystkim teatrem i ten aspekt rzeczywiście wysuwa się na plan pierwszy przy odbiorze filmu.
Historia wydaje się bowiem skonstruowana przede wszystkim ze składników klasycznych dramatów, z dyskretnym dodatkiem typowo kinowego napięcia rodem z thrillerów. Mamy tu grupę przyjaciół z czasów studenckich, przedstawicieli klasy średniej ze stolicy, którzy wyjeżdżają wspólnie na weekendowy wypad nad Morze Kaspijskie. Trzem młodym małżeństwom i ich pociechom towarzyszy świeżo rozwiedziony przyjaciel Ahmad, który właśnie przyleciał z Niemiec w odwiedziny, a także tytułowa Elly, nauczycielka jednego z dzieci, którą podczas wyjazdu, znajomi chcą z Ahmadem wyswatać. Trafiają dość przypadkowo do usytuowanej na plaży, opuszczonej i zaniedbanej willi, w której dzień upływa im na celebrowanych posiłkach i zabawach, czemu towarzyszy nieustanne, szczelne wypełnianie starych murów przyjemnym gwarem, śmiechem i wspólnymi śpiewami. Słowem: sytuacja, z którą z łatwością przychodzi się zachodnim widzom utożsamić. Aura jednak ulega gwałtownej zmianie, gdy jedną z kolejnych zabaw przerywa krzyk przerażonego dziecka. Po tym jak szczęśliwie udaje się uratować tonącego chłopca, okazuje się, że mająca mieć oko na najmłodszych Elly, w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęła.
Od tej chwili trwają przeciągające się i rodzące szereg napięć poszukiwania prawdy o tym, co stało się z dziewczyną, której w zasadzie nikt nie znał na tyle dobrze, by móc podać władzom jej nazwisko. Tak krystalizuje się powoli typowa konstrukcja z kluczowym dla rozwoju wypadków zwrotem akcji, która przynosi znającemu konwencję widzowi, obietnicę mającego nadejść nieco później rozpoznania.
Silne nawiązanie do klasyki europejskiej to także decyzja twórców o zawarciu historii w wydarzeniach kilkudziesięciu godzin, powierzenie wielkiej roli dialogom, które pozorują naturalne rozmowy, z przekrzykiwaniem i wzajemnym nakładaniem się wypowiedzi. To właśnie one w pierwszej kolejności pozwalają zbudować niezwykle dramatyczne napięcie i przedstawić pełne niuansów relacje między bohaterami. Do tego da się w jakiś podskórny sposób odczuć fakt, o którym wspomina reżyser, że aktorzy odbywali próby przez dwa miesiące przed realizacją, tak by na planie w zasadzie odegrać sceny w sposób jednorazowy.
Odpowiednią atmosferę dookreśla obraz, który bardziej zdaje się dokumentować, niż opowiadać tę historię. Sprowadzony do minimum montaż, długie ujęcia, kręcone kamerą z ręki, która w chwilach napięcia błądzi, goniąc za postaciami, klucząc między nimi. Z każdą minutą od brzemiennego w skutki zaginięcia, w willi staje się jakby coraz ciaśniej i bardziej przytłaczająco. Bardzo szybko przyjazna do tej pory przestrzeń zmienia się w swoiste więzienie, labirynt, który nie chce wypuścić bohaterów, a buduje się także z sieci wzajemnych oskarżeń i bezskutecznych prób odtworzenia kluczowych zdarzeń. Zbieg nieszczęśliwych wypadków okrutnie obnaża drobne kłamstwa i półprawdy, które rodzą kolejne niedomówienia. W zaistniałych okolicznościach, wszystko razem zyskuje wielką wagę, doprowadza do sytuacji, w której na oczach bohaterów wzajemna bliskość staje się poważnie narażona na szwank, chwilami zastąpiona wręcz przez gniew, nienawiść, a nawet przemoc zrodzoną z poczucia bezsilności.
Wszystko to razem wpływa na swego rodzaju specyficzną, kameralną, a przy tym niezwykle gęstą emocjonalnie atmosferę filmu, która w pełni angażuje widza, trzymając go w napięciu i jednocześnie stawiając go wraz z bohaterami wobec najistotniejszych pytań i dylematów, w sposób w jaki zwykle robią to europejskie dramaty.
Sami twórcy przyznają jednak, że nieprzypadkowo jest w obrazie zawarta spora dawka irańskiej specyfiki. W filmie bowiem już po paru godzinach, kluczowym dla bohaterów problemem przestaje być sprawa samego zaginięcia Elly, a na pierwszy plan wysuwa się kwestia jej honoru, tego czy nie został on naruszony podczas ich wspólnego wyjazdu i tego jak o tych sprawach rozmawiać z jej bliskimi. To dodaje filmowi barwy, w jakiś sposób silnie umiejscawia i uwiarygadnia historię, na pewno też na wielu poziomach zastanawia i intryguje europejskich widzów. Ten specyficzny smaczek nie decyduje jednak o odbiorze całości.
Tu objawia się wyjątkowość Co wiesz o Elly?. Ponieważ mimo wszystko film nie pozwala widzom z Zachodu odnieść wrażenia, że powinni czuć się w tej sytuacji obco, czy że muszą silić się na krzesanie z siebie zrozumienia dla odmiennego sposobu myślenia. Być może zniknięcie dziewczyny niosłoby ze sobą nieco inne konsekwencje nad Bałtykiem, czy Morzem Śródziemnym. Tym niemniej schemat, w którym problem plączących się kłamstw i kłamstewek, wzajemnych oskarżeń, umywania rąk, poczucia bezradności w obliczu niespodziewanego i tego, że bliskość bywa złudna, jest na pewno aktualny i poruszający także dla widzów z naszego kręgu kulturowego. A może właśnie szczególnie z niego. To dziś, jak nigdy, żyjemy obok siebie, nie znając się właściwie i dziś, jak nigdy, z problemem śmierci, czy też odchodzenia nie potrafimy sobie radzić, zaprzeczając często nieuchronności zdarzeń. Fakt, że film ponadto konstrukcyjnie przypomina sztukę z którą obcujemy częściej, sprawia, że chyba z jeszcze większą przyjemnością przyjmujemy tę bliską naszym podniebieniom filmową ucztę, która nosi w sobie tylko subtelną, dodającą charakteru, nutkę orientu.
Zuzanna Maciejak